Kontakt

Jeśli chcesz być informowany/na o nowych postach, masz jakieś pytania lub po prostu chcesz się podzielić swoją opinią, nie wahaj się pisać :)
GG:
51088874
e-mail: saeth500@gmail.com

czwartek, 31 lipca 2014

Liebster Award

Chciałabym podziękować Farren M za nominację :)



Zasady są następujące:

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


Blog, który mnie nominował: 



Pytania, które otrzymałam:

1. Ile masz lat?

Mam aż siedemnaście lat :)

2. Jakie jest Twoje marzenie? 

Marzeń mi nie brakuje, mogłabym zrobić całą listę. Jednak największym z nich jest zostanie pisarką. Blog to takie ćwiczenie przed wydaniem własnej książki. Nie wiem, czy będzie związana z yaoi. Poza tym marzę, aby pojechać do Hiszpanii i zostać psychiatrą. 

3. Którego z chłopców z 1D najbardziej lubisz?

Żadnego, bo... patrz odpowiedź na pytanie 5.

4. Co sądzisz o Perrie Edwards?

O Perrie Edwards nie mam zdania, bo również nie śledzę jej losów.

5. Jesteś directioners?

Nie jestem directioners.

6. Jaki był Twój pierwszy przeczytany imagin? (możesz podać linka)

Nie miałam jeszcze okazji przeczytać ani jednego imaginu. 

7. Wierzysz w Larrego? 

Nie rozumiem pytania.

8. Jaki jest Twój ulubiony owoc?

Ulubiony owoc to truskawka. Uwielbiam jej kolor i zapach. Kojarzy mi się z wakacjami u babci. :)

9. Twoje ulubione płatki? 

Moje ulubione płatki to płatki śniegu. Powstają w chmurach, są maleńkimi kryształkami, fantazyjnie wyrzeźbionymi przez naturę. A co najdziwniejsze, żaden kształt nie powtarza się. 

10. Góry vs Morze

Po dwóch pod rząd wakacjach spędzonych w górach i częstych pobytach nad Bałtykiem, muszę przyznać, że wolę góry. Lubię wędrować i podziwiać piękne widoki. 



Moje pytania: 

 1. Której drużynie Quidditcha kibicujesz?
2. Co powiedziałbyś/powiedziałabyś superdżdżownicy?
3. Dokąd wyprowadziłbyś/wyprowadziłabyś się, gdyby Twój dom zajęli kosmici?
4. Jaką postać z książki/filmu chciałbyś/chciałabyś spotkać?
5. Co sądzisz o Homo Sapiens?
6. Jaką magiczną moc chciałbyś/chciałabyś posiadać?
7. W jakie zwierzę zmieniłbyś/zmieniłabyś się gdybyś chciał/chciała odbyć podróż dookoła świata?
8. Jak wyobrażasz sobie siebie za dwadzieścia lat?
9. Co zrobiłbyś/zrobiłabyś, gdyby porwał Cię Jack Sparrow?
10. Który obraz Picassa zrobił na Tobie największe wrażenie? 
11. Czy chciałabyś/chciałbyś hodować Pachycondyla verenae?



środa, 30 lipca 2014

Dziewiętnaste piętro - rozdział 4.

Rozdział 4.

Kiedy wyszło na jaw, kim był nowy przybysz, uwaga prawie wszystkich gości skierowała się na niego. Whiteman swobodnie rozmawiał z nimi, jakby znali się od dawna. Gabriel pomyślał, że tak faktycznie musiało być. Odkąd pierwszy raz tego wieczora zobaczył swojego szefa z Amandą, starał się nie zbliżać do niego bliżej niż w zasięgu jego wzroku. Nie było to proste, bo musiał jednocześnie obserwować Chrisa i starać się, by ten nie dostrzegał jego. Brunet szukał innego towarzystwa, zwłaszcza takiego, które nie było zainteresowane osobą Whitemana. Po kilkuminutowej wędrówce przy stole z przekąskami, wyłowił wzrokiem z tłumu dziewczynę opierającą się o ścianę i pijącą drinka, wystukując co chwilę SMSy. Nie liczył na coś więcej niż pogawędkę na jakiś luźny temat. Przez chwilę zastanawiał się, jaki mógłby być ten „luźny temat". W końcu wymyślił, że zahaczy o znajomość z Andie.
                
- Hej, jestem Gabriel - zaczął. Dziewczyna spojrzała na niego, unosząc pytająco jedną brew.
                
- Nil - przedstawiła się, klikając „wyślij” na ekraniku telefonu.
                
- Lubisz Afrykę? - Chłopak, zaskoczony imieniem, zboczył z tematu, na który planował skierować rozmowę.
                
- Nie ja, mój ojciec miał słabość do tego kontynentu. Spędził tam większą część swojego życia, ale nigdy mnie tam nie zabrał - wyjaśniła. Gabriel przyjrzał się jej, bo zwykle nie zwracał specjalnej uwagi na wygląd kobiet dopóki nie musiał. Była mulatką o szczupłej figurze, kręconych włosach i dużych ustach.
                
- Po mamie - powiedziała zauważając jego wzrok.
                
- Musi być piękną kobietą - odparł brunet uśmiechając się. Rozległ się huk, a potem ktoś wyregulował głośniki i popłynęła szybka, pulsująca muzyka.
                
- Tak, ale chyba nie przyszedłeś po to, żeby wypytywać mnie o rodzinę? - Nil przestała bawić się papierową parasolką i odłożyła pustą szklankę na parapet. Gabriel potrząsnął głową. Pytanie o Andie nagle wydało mu się dziecinne, bo przecież sam ją dobrze znał i wiedział, że jeśli nie ma jej w centrum imprezy to pewnie szykuje nową atrakcję. Z pewnością sam potrafiłby ją znaleźć, jeśli naprawdę by chciał.
                
- Zatańczymy? - zapytał i spojrzał wyczekująco na dziewczynę. Skinęła, chowając telefon do torebki.
                
- Jesteś tym Polakiem, którego Annie poleciła szefowi na zastępstwo? - spytała po chwili Nil. Chłopak drgnął, ale starając się nie wypaść z rytmu, przytaknął.
                
- Co u niej? - Gabriel próbował skierować rozmowę na inne tory.
                
- Trochę się martwiła jak sobie poradzisz na nowym stanowisku. Za bardzo, moim zdaniem, przejmuje się pracą. Ostatecznie przekonał ją sam Whiteman.
                
- Rozmawiał z nią o mnie? - Chłopak zagryzł wargę, udając, że interesuje się bardziej tańcem niż konwersacją. Nil westchnęła, patrząc na niego.
                
- Podobno tak, zaraz po twojej pierwszej wizycie u niego. Wiem tylko, że mówił, że rwiesz się do tej pracy jak gazela do lwa.
                
- To twoje porównanie?
                
- Nie. Tak powiedziała Annie.
                
Przez moment tańczyli w milczeniu, aż Nil nagle stanęła i rozejrzała się. Kiedy zobaczyła wysoką sylwetkę Chrisa pokręciła głową z niezadowoleniem. Whiteman stał w otoczeniu kilku osób i dyskutujących o czymś intensywnie.
                
- Ciężko z nim wytrzymać, nie? - powiedziała, zwracając się jakby do siebie. Gabriel chciał odpowiedzieć, że jego szef istotnie nie ma przyjemnej osobowości, ale brązowooka zwróciła uwagę na kogoś innego. - O, Flora! - zawołała patrząc na dziewczynę stojącą w grupie. Czarnowłosa żywo gestykulowała przedstawiając swoje argumenty. Po chwili towarzystwo wybuchnęło śmiechem, tylko Whiteman ograniczył się do lekkiego wykrzywienia ust. Podniósł szklankę wypełnioną pomarańczowym płynem, ale nie napił się tylko rozejrzał po salonie. Jego spojrzenie przez pół sekundy zatrzymało się na Gabrielu. Chłopak odwrócił się do Nil, która już machała do Flory.
                
- Idziesz ze mną? - spytała wskazując na towarzystwo wokół Whitemana. Chłopak nie miał ochoty iść na spotkanie z człowiekiem, którego skutecznie unikał przez ostatnie pół godziny. Jednak zachowanie Chrisa, a zwłaszcza, to jak dobrze czuł się w tym domu wśród ludzi częściowo całkiem obcych jemu, drażniło go. Przekora wzięła górę i Gabriel podszedł z Nil do wyjścia na taras, gdzie stała Flora i Dave, i Christian Whiteman.
                
- A już myślałam, że sobie pojechałeś zanim wszystko się rozkręci - powiedziała Flora do Gabriela.
                
- Nie doceniasz mnie, rybko - powiedział brunet, zerkając na Dave, który z kolei spojrzał na niego podejrzliwie. Gabriel posłał mu nieśmiały uśmiech, co tylko zirytowało Dave'a.
                
- Nie pozwalaj sobie - mruknął zazdrośnie obejmując Florę w talii. Gabriel czuł na sobie wzrok zaciekawionych osób, a zwłaszcza Chrisa. Choć nie potrafił ocenić, czy jego szef był zainteresowany tym co, on mówił.
                
- Na twoim miejscu pilnowałbym raczej własnych spodni - odparł Gabriel przysuwając się do Dave'a o krok. Odskoczył, kiedy blondyn nachylił się nad nim i próbował sięgnąć do jego szyi.

- Ciota - wyszeptał, ale Gabriel był pewien, że poza nim słyszało to jeszcze kilka osób. Jednak na pewno nie Whiteman, który stał zbyt daleko, i to podniosło Gabriela na duchu. To zdecydowanie nie było dobre słowo na określenie tego, kim był.
                
- Dajcie spokój - powiedziała Flora mrożąc wzrokiem bruneta i odsuwając się od Dave'a.
                
- Ja tylko uprzedzam. - Gabriel wzruszył ramionami. Obok niego niespodziewanie pojawiła się Amanda z talią kart. Zaproponowała blackjacka, co spotkało się z aprobatą i większość osób przeniosło się do piwnicy, gdzie znajdowało się pomieszczenie imitujące kasyno. Stał tam również stół do bilarda, a w kącie kurzyło się pianino. Gabriel zauważył, że Flora i Nil rozmawiają o czymś przyciszonym tonem. Do jego uszu dotarł jedynie zaciekawiony głos czarnowłosej:
                
- ...jest seme?
                
Ale dziewczyny nie brały udziału w grze i po chwili wróciły na górę, do salonu. Przy stole zostało pięć osób, Gabriel, Amanda, Chris, Dave i jakiś osiłek, do którego Whiteman zwracał się "Igo". Rudowłosa rozdała karty, bo nikt nie chciał zostać "krupierem" i rozpoczęła się kolejka.

~***~

Godzinę później Chris przegrał wszystkie dwadzieścia dolarów, które miał przy sobie, ale nie wyglądał na zmartwionego z tego powodu. Gabriel miał połowę ze swoich pieniędzy, tyle samo udało zatrzymać się Dave'owi, Igo został z jedną trzecią swojej puli, a Amanda z kolejki na kolejkę stawała się coraz bogatsza. Rudowłosa uśmiechała się wyciągając kolejne karty. Nikt nie śmiał zaprotestować, że mogła je rozdać nie całkiem sprawiedliwie.
                
- Zostało mi tylko to - Christian wyciągnął z kieszeni kluczyki. Gabriel zauważył, że po jego twarzy przemknął cień zadowolenia. Wydało mu się to dziwne, ale nie skomentował.
                
- Naprawdę chcesz przegrać samochód, Christiano? - spytała Amanda z uśmiechem.
                
- Chcę grać - odparł Whiteman odchylając się na krześle. Gabrielowi przemknęło przez myśl, że jego szef gdyby tylko chciał, potrafiłby zmusić każdego z graczy do wyłożenia na stół najcenniejszych dla nich rzeczy, bo miał przytłaczającą mentalność lidera-manipulanta.
                
Kolejna kolejka nie przyniosła wielkiej niespodzianki biorąc pod uwagę to, co zdarzyło się wcześniej. Rachunek prawdopodobieństwa nie zawiódł i Whiteman przegrał auto. Amanda wzięła w palce kluczyki do toyoty i zamachała nimi. To ona okazała się największym zwycięscą, wręcz tryumfatorem.
                
- Koniec, wypadasz z gry, Christiano - powiedziała zbierając karty i tasując je wprawnym ruchem. Whiteman wstał z krzesła i oznajmił mrugając do dziewczyny:
                
- Będę tęsknił, Mandy.
                
I po prostu sobie poszedł. Gabriel patrzył na jego oddalającą się sylwetkę, a kiedy zniknęła za drzwiami prowadzącymi na górę, również wstał.
                
- Chyba zrobię sobie przerwę - powiedział odkładając karty.
                
Gdy wspinał się po schodach usłyszał jeszcze jak Dave mówił:
                
- Nie spiesz się.

~***~

                
Gabriel szukał wzrokiem kogoś znajomego, ale jego myśli ciągle krążyły wokół błękitnookiego mężczyzny. Zastanawiał się, dlaczego Chris niemal oddał swój samochód Amandzie. Chyba nie grał tak na serio? Przecież musiał jakoś wrócić do domu. Ach, no tak, przecież z pewnością ktoś by go podwiózł, ale brunetowi coś mówiło, że to mało prawdopodobne rozwiązanie. Było zbyt naturalne, zbyt oczywiste. Gabriel doszedł do wniosku, że jeśli chce się dowiedzieć jak Chris zamierza rozwiązać ten problem musi wrócić do roli obserwatora, w którego wcielił się na początku imprezy. Rozejrzał się, ale nigdzie nie zauważył eleganckiej postaci. Cholera, jak naprawdę chcę coś wiedzieć, to on ucieka, pomyślał brunet. 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Dziewiętnaste piętro - rozdział 3.

Rozdział 3.


Gabriel wyszedł spod prysznica pogwizdując sobie „Pieski małe dwa”. Zaczął zakładać koszulkę, ale zorientował się, że nie wziął z szuflady bokserek. Nie przestając pogwizdywać wyszedł z łazienki owinięty jedynie w ręcznik i stanął oko w oko z Florą, która właśnie wróciła z zakupów. Zauważył, że się lekko zaczerwieniła.

- Ostrzegaj jak urządzasz paradę w ręczniku po NASZYM korytarzu - powiedziała i zatrzasnęła drzwi wyjściowe stopą. Trzymała w obydwu rękach siatki z mrożonymi warzywami i owocami morza.

- Myślałem, że idziemy na imprezę - Gabriel poprawił ręcznik na biodrach zaglądając do plastikowej torby z zakupami.

- Idziemy, ale to są nasze zapasy. Dzisiaj jest piątek, drugi tydzień miesiąca, twoja kolej na zakupy. Nawet o tym zapomniałeś. Chyba, że przechodzisz na dietę zero kalorii - zaczęła wkładać pudełka do zamrażalnika. Gabriel poczuł jak mu burczy w brzuchu, od wczoraj miał w ustach tylko shake’a. Zgarnął szybkim ruchem jabłko i usiadł na parapecie w niewielkiej kuchni zajmując część cennej przestrzeni. A także, jak się okazało kiedy zobaczył minę Flory, odsłonił fragment ciała dotąd ukrytego pod ręcznikiem.

- Fajnie wiedzieć, że nie jesteś obojętna na moje wdzięki - mrugnął do dziewczyny i zeskoczył na podłogę.

- Powstrzymuję się przed zwymiotowaniem, istotnie - powiedziała dziewczyna chowając pudełko ciastek do szafki. - Idę się kąpać!

- Hej, jeszcze stamtąd nie wyszedłem. To jest, nie ubrałem się - zaprotestował Gabriel zeskakując z parapetu i szybkim krokiem udając się do łazienki. Niestety, Flora pierwsza dopadła drzwi i zatrzasnęła mu je przed nosem. Chłopak oparł się o drzwi czołem, ale już po chwili na jego ustach pojawił się uśmiech. Poszedł do swojego pokoju i założył bokserki, po drodze zabierając czarny flamaster. Zamierzał ozdobić kilkoma napisami mangi Flory, które skrywała na półce za książkami. Jednak kiedy znów znalazł się na korytarzu, drzwi łazienki były otwarte, a z pokoju dziewczyny dobiegał odgłos rozmowy. Gabriel zebrał swoje ubrania, które wciąż leżały na pralce i włożył je. Czarny flamaster wepchnął do kieszeni dżinsów.

- Hej, jeszcze stąd nie wyszłam - powiedziała Flora, stając w drzwiach. Jej czarne włosy ociekały wodą, a jedyną osłonę stanowił ręcznik.

- I paradujesz w ręczniku - dodał Gabriel i wyciągnął szczoteczkę do zębów. Zaczął ostentacyjnie szorować. Dziewczyna przewróciła oczami i oparła się o ścianę czekając aż tamten skończy.

- A nie jesteś ciekawy kto dzwonił? - spytała niby od niechcenia.

- Nie, twoje rozmowy z Davem nie są interesujące. W kółko kochanie i rybciu. Wy się wcale nie kłócicie? - spytał Gabriel nabierając wody w usta, żeby je przepłukać.

- Do darcia kotów ty mi wystarczasz. Możesz już wyjść? - Czarnowłosa wzdrygnęła się z zimna i objęła dłońmi ramiona.

- Nie krępuj się - chłopak posłał jej uśmiech, ale widząc minę mówiącą „wyjdź, albo ci pomogę” szybko opuścił pomieszczenie.

~***~

Willa Andie stała w bogatej, eleganckiej dzielnicy, w której nie wyróżniała się czymś konkretnym. Otaczał ją duży ogród, prowadzący do parkingu podjazd był wyłożony żwirem. Flora stwierdziła, że szpilki nie pasują do takiego podłoża, kiedy tylko wysiadła z samochodu Dave’a. Obok nich zaparkował motocykl Gabriela. Poszli w głąb ogrodu skąd dochodził dziwny zapach i głośna muzyka, ale poza tym nie było słychać żadnych rozmów ani krzyków. Czuć było woń spalenizny.

Flora szła ostatnia przytrzymując się ramienia Dave’a, a Gabriel jako pierwszy zobaczył to, co działo się nad basenem. Mężczyzna w przemoczonej błękitnej koszulce trzymał gaśnicę nad krzakiem, na którym przed godziną rosły z pewnością róże, bo tuż obok leżał jeden nadpalony herbaciany kwiat. Widać było, że jakiekolwiek zagrożenie pożaru zostało już zażegnane i gwar rozmów, który na chwilę przycichł, zagłuszył ciszę przerywaną psykaniem gaśnicy i muzyką. Imprezowicze wrócili do przerwanych zajęć rozpraszając się wokół basenu. Ktoś wjechał na żwirowy podjazd srebrną toyotą a po chwili rozległ się odgłos trzaśnięcia drzwiczek samochodu, ale nikt nie zwrócił na przybyłego uwagi. Tylko jedna osoba ruszyła w tamtym kierunku. Była to rudowłosa dziewczyna, która zatrzymała się obok Gabriela.

- Grill nam się rozprzestrzenił, ale już po wszystkim - chłopakowi wydało się, że była zawiedziona. - Jestem Amanda.

- Grill? To znaczy mam na imię Gabriel - przestał patrzeć na dymiący krzak i przeniósł wzrok na Amandę.

- Jak to zrobiliście? - spytał Dave podchodząc do nich. Flora puściła jego rękę kiedy stanęła na pewniejszym podłożu jakim były płytki ciągnące się od basenu.

- Nie chciało się rozpalić i ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby użyć dezodorantu pryskając na zapalniczkę - powiedział mężczyzna, który stanął za Amanda obejmując ją w pasie. Był to nie kto inny, tylko Christian Whiteman. Kiedy Gabriel to sobie uświadomił cofnął się odruchowo.

- Skąd wiesz? - spytała rudowłosa odwracając się do Chrisa.

- Widziałem już ten numer dwa razy u Paula - odparł błękitnooki. Uśmiechnął się, a Gabriel znów zrobił krok do tyłu. Pod stopą poczuł nierówność.

- Czy mógłbyś… - Dave zawiesił głos chcąc przypomnieć sobie, jak nazywa się osoba stojąca na jego bucie.

- Jałski - podpowiedział Whiteman.

- Sorki - mruknął Gabriel i odsunął się na bok jakby chciał się schować. Przyszło mu na myśl, że plotki kłamią. W tedy, w windzie, kiedy usłyszał, że jego szef woli chłopaków nie chciał w to uwierzyć i chyba szukał potwierdzenia tej plotki. Jednak teraz, patrząc na Amandę i Chrisa wszystkie teorie legły w gruzach. A może to nic nie znaczyło? Może mógłby to sprawdzić?

- O czym tak intensywnie myślisz, loczku? - zainteresowała się Amanda.

- O nikim - Gabriel zdał sobie sprawę, że wpatruje się w rękę Whitemana, tę na boku rudowłosej. Zaraz, jak ona go nazwała? Loczku?! Przy jego szefie…Powstrzymał się od wygłoszenia złośliwej uwagi na temat włosów Amandy.

- Masz niesamowitą zdolność wyłączania się. Chodźcie, Andie ma świetne płyty - powiedziała rudowłosa i poszła pierwsza w kierunku willi szepcząc coś do ucha Chrisowi.

- Wyglądasz jakbyś zobaczył ducha - odezwała się Flora do Gabriela.

- Nie lubię go i tyle. Gdybym wiedział, że tu będzie to nie przyjechałbym.

- Próbowałam ci powiedzieć, ale nie chciałeś słuchać. Poza tym on chyba nie jest takim gburem za jakiego go masz.
Chłopak spojrzał w kierunku Whitemana, który właśnie opowiedział jakąś anegdotę, bo wszyscy się roześmieli. Kopnął kamyk i poszedł w kierunku reszty znajomych.

Amerykański Five O'Clock

Tym razem utwór, który zawiera równo 150 słów. Zapraszam :)

Amerykański Five O'Clock

Adam Helland wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer. Stał naprzeciwko przeszklonej ściany na ostatnim piętrze apartamentowca patrząc na popołudniową panoramę Nowego Jorku.

- O której? – spytał bez ogródek.

- Jak tam nasz maluszek?

- Mark, zostaw te swoje makabryczne porównania. Na którą mam ustawić odliczanie?

- Piąta trzydzieści dwa, w Central Parku. Na razie, złotko – Mark rozłączył się zanim zrobił to Adam.

Anglik odwrócił się i ustawił godzinę w leżącym na biurku komputerze. Rozpoczęło się odliczanie. Chwilę patrzył na zmieniające się liczby, zostało trzydzieści jeden minut do eksplozji. Postanowił przez ten czas wypić herbatę. Wyjął z szafki puszkę i nalał wody do czajnika. Odstawił go i włączył. W momencie, kiedy zaczął wsypywać herbatę do wyparzonego kubka coś zmieniło się na ekranie komputera. Spojrzał na zegar odliczający minuty. Zostało piętnaście sekund, czternaście, trzynaście… Kiedy licznik wskazał zero widok za oknem rozjaśniła pomarańczowa łuna. Cichy szum czajnika ustał.

- Amerykańska technologia bywa zabójcza – Adam pokręcił głową.

czwartek, 10 lipca 2014

Komunikat

Witam,
Na początku chciałabym przeprosić wszystkich czytelników (o ile takowi istnieją) za pewnie opóźnienia. Związane były one z awarią komputera i wyjazdem, co niestety uniemożliwiało dodawanie postów. Chciałabym także poinformować, że na 99% rozdział 3. pojawi się 13 lipca.
Mam do Was także prośbę. Jeżeli ktokolwiek to czyta, bardzo proszę o skomentowanie. Chciałabym wiedzieć, czy są osoby, które interesują się tym blogiem i czy jest sens prowadzenia go nadal. Więc byłabym bardzo wdzięczna za zostawienie po sobie śladu w postaci komentarza, nawet jeśli byłoby to "Podoba mi się/Nie podoba mi się". Naprawdę zależy mi na waszej opinii :)
Jeszcze raz przepraszam za opóźnienia.
Saeth

niedziela, 29 czerwca 2014

Zdjęcie

Zdjęcie

David wyszedł z domu trzaskając drzwiami. W głowie dźwięczały mu jeszcze słowa ojca: „Nie można ci ufać, smarkaczu”. Wszystko tylko dlatego, że wrócił dwie godziny później niż rodzice mu nakazali. Swoją drogą miał już te siedemnaście lat, nie musieli go tak kontrolować. Nie wierzyli, że nie spędził tego czasu na piciu kolejnego piwa. Prawdę mówiąc, nie wypił wcale tak dużo. Rozmowa z Samem była znacznie atrakcyjniejsza niż alkohol. Kiedy spojrzał na zegarek i powiedział, że musiał wracać, Cassie, Sam i Lily zaproponowali, że go odprowadzą. Dziewczyny nieszybko odpuściły sobie spacer i niewiele brakowało, a wprosiłyby się Samowi do mieszkania.

- Rodzice w Szkocji, Annie u koleżanki. Cała willa nasza - powiedział Sam, kiedy zostali sami. David zawahał się przez moment, ale pokręcił głową. Durne poczucie obowiązku wzięło górę. Gdyby nie to, nie musiałby się martwić ojcem i jego wyrzutami. Leżałby w tej niebieskiej pościeli, kręcąc na palcu popielaty kosmyk włosów Sama.

Oderwał się od rozmyślania i przekręcił kluczyk w stacyjce. Wrzucił pierwszy bieg i wyjechał z podjazdu z piskiem opon. Ojciec, Sam, tata, blondyn - przed oczami pojawiały mu się na zmianę dwie twarze. Zaślepiała go złość na jednego, a za drugim tęsknił. Idiotyczna biologia, pieprzone geny! Ojciec Davida też był nerwowy, to po nim chłopak odziedziczył temperament. Sięgnął do wajchy, ale jego dłoń trafiła w coś skórzanego. Zmienił bieg i wziął do ręki brązowy portfel leżący na fotelu pasażera. Otworzył go przejeżdżając skrzyżowanie na czerwonym świetle. Za folią widniało zdjęcie dwóch roześmianych chłopaków. Sam udawał, że celuje z pistoletu-palców do fotografa, którym była Cassie. David został uchwycony w momencie wskakiwania na plecy blondyna i mrugał do dziewczyny stojącej przed nim.

Chłopak zagryzł dolną wargę i przyspieszył. Wszedł w ostatni zakręt. Nie zatrzymał się widząc opuszczający się szlaban. Zdążę, pomyślał i wcisnął pedał gazu. Sekunda i nic już nie czuł. Ani przyspieszonego adrenaliną pulsu ani złości na ojca, ani uczucia do Sama, którego jeszcze nie zdążył nazwać.

~***~

Pociąg przeciął na pół srebrną toyotę. Tyle najpierw zobaczył Sam w telewizyjnym programie informacyjnym, kiedy przeskakiwał bezmyślnie po kanałach. Przerzucił na następny, ale po chwili coś sobie przypomniał i wrócił do wypadku na torach. Chcąc się przekonać, że tylko mu się wydawało. Ale nie, to był samochód Davida. Mechanicznym ruchem odstawił kubek z kakao na stół. A potem wybiegł nie zamykając drzwi. 

Do miejsca, w którym stał wrak dotarł w dziesięć minut. Resztki srebrnego auta ogrodzone zostały taśmą policyjną. W środku samochodu nie zobaczył nikogo. Może już go zabrali? Może nie było czego zabierać? A może to wcale nie był David? Chciał znać odpowiedź na tyle pytań, ale nie miał już komu zadać tego najważniejszego. Kochasz mnie, Dave, ty buntowniczy romantyku? Stał tam patrząc jak głupek na zmiażdżoną przez pociąg toyotę. Boso, w koszulce z napisem Take it easy i nie mógł się zdecydować na żaden ruch. 

- Samuel Northland? - poczuł czyjąś dłoń na ramieniu, głos tej osoby był ostry. Odwrócił się i zobaczył policjantkę. Minę miała niepewną. Skinął głową dając odpowiedź na jej pytanie. Wyciągnęła przed siebie jakiś papier, pokryty kilkoma kroplami zaschniętej krwi. 

- Starszy sierżant Elizabeth Owen - mignęła mu przed oczami odznaką. - To dla pana, przykro mi z powodu tego... Jednak proszę się już tutaj nie kręcić. 

Odeszła zostawiając mu zdjęcie. Nie wiedział, że David je ma. Nie, on je miał - poprawił się w myślach. Spojrzał na nie, twarze dwóch cieszących się życiem chłopaków. Jeden z nich został już tylko na tym zdjęciu. Sam osłonił twarz, by ukryć płynącą po policzku łzę. Odwrócił fotografię. Zamaszysty napis głosił: 

Dwóch szalonych

piątek, 20 czerwca 2014

Dziewiętnaste piętro - rozdział 2.

Rozdział 2.

Chris zamknął klapę laptopa i spojrzał na zegarek. Czwarta trzydzieści cztery. Skończył wcześniej niż się spodziewał. Najwyraźniej nie wyszedł jeszcze z wprawy w pisaniu poszczególnych warunków kontraktów dla zagranicznych firm. Minął rok odkąd przestał poprawiać Annie Wrong. Musiała wyrobić sobie siódmy zmysł i niemal czytać w jego myślach, a teraz nagle zaszła w ciążę i dyrektor musiał wrócić do stert dokumentów. Nie chciał tkwić w tym przez najbliższe półtora roku dopóki nie wróciłaby sekretarka. Potrzebował naiwniaka, który zastąpiłby Wrong na ten czas. Asystentka sama mu poleciła tego Polaka, który jak powiedziała "jest wulkanem humoru i uporu, ale jeśli uda się go nakłonić do przyjęcia tej posady to będzie najwierniejszym współpracownikiem". Problem polegał na tym, że idea legła w gruzach, kiedy tylko zaproponował Polakowi awans. Gabriel Jałowski wcale nie zrobił na nim pozytywnego wrażenia, wprost przeciwnie. Chłopak wydał mu się zarozumiałym gnojkiem, który ma dziką satysfakcję, kiedy nie spełni czyjegoś polecenia. Musiał wymyślić inny sposób nakłonienia Polaka do współpracy. Albo szukać kogoś innego. Prawdę mówiąc nie potrafił znajdować ludzi i oceniać ich kompetencji tak bezbłędnie jak Annie. Chociaż w wypadku Jałowskiego pomyliła się.
      

Wstał od biurka i schował laptop do pokrowca, spakował do teczki gruby notes i poszedł do łazienki. Wykąpał się w zimnej jak lód wodzie, musiał być rześki. Spodziewał się, że od rana odwiedzi go Polak. Zaczął obmyślać jak nakłoni Jałowskiego do podpisania umowy. Typ stanowczy, profesjonalista, ambitny. I podobno z poczuciem humoru. Trzeba go będzie ująć podstępem i inteligentnie, żeby się nie zorientował. Dać poczucie kontroli durnemu naciągaczowi, pomyślał.
      

Chris opuścił łazienkę odświeżony, a w jego głowie zaczął krystalizować się prosty plan. Wyszedł z domu i energicznym krokiem udał się do swojej srebrnej toyoty. Z piskiem opon włączył się w ruch nigdy nie zasypiającego miasta.

~***~

Jedenaste piętro, dwunaste, trzynaste... Gabriel patrzył na zmieniające się na wyświetlaczu cyferki. Ułożył już sobie, co powie szefowi i tym samym zakończy niemiłą znajomość.
      
Kiedy dotarli do osiemnastego piętra stało się jasne, że wysoki brodacz, którego wiek Gabriel ocenił na pięćdziesiąt lat, również zamierza udać się do gabinetu dyrektora.
      
- Jestem Gabriel Jankowski, doradca finansowy Motorbanku - chłopak przedstawił się, kiedy znów ruszyli w górę.
      
- Rozumiem, że mamy spotkać się z tym samym człowiekiem? - brodacz wyciągnął  rękę - Jestem Daniel Wunsch. Chyba będziemy razem pracować, zostałem tu zaproszony na rozmowę. Jestem ciekaw, czy w tym, co mówią o twoim szefie jest chociaż ziarnko prawdy. Widzisz synu, każda plotka skądś się bierze, ma swoje źródła, genezę, korzenie. Wyrasta z jakiegoś podłoża, z czegoś kiełkuje... 
      
Gabriela zaintrygowało, w jakim celu Whiteman wezwał tego człowieka o tej samej porze, co jego. To nie mogło być przypadkowe. Dyrektor nie był człowiekiem, któremu zdarzało się coś absolutnie losowego. Gabriel pomyślał, że szefowi nie zdarza się nawet w niezamierzony sposób pochylić litery podpisując się.
      
Wunsch zaczynał się rozkręcać, ale winda zatrzymała się po krótkiej chwili. Dwóch mężczyzn opuściło ją, zauważając, że nie było sekretarki. Za to drzwi do gabinetu dyrektora otworzyły się i stanął w nich Whiteman. Uśmiechnął się, a raczej rozciągnął usta w grymasie imitującym uśmiech i powitał swoich gości. Gabriel zauważył, że brodacz był zafascynowany wnętrzem gabinetu szefa. 
     
- Panie Wunsch, mam dla pana umowę o pracę. Zresztą dla pana Jałowskiego też coś przygotowałem. 
     
Podszedł do biurka i wskazał dwa metalowe krzesła naprzeciwko siebie. Chłopak usiadł powoli, bo od poprzedniego razu, kiedy siedział na tym miejscu, nie mógł robić tego zbyt gwałtownie. Whiteman ułożył teatralnym gestem trzy druczki na blacie biurka w wachlarz i usiadł w swoim fotelu. Przesunął jeden z arkuszy w stronę Niemca.
   
- Panie Wunsch, jeśli nadal jest pan zainteresowany ofertą zastępstwa proszę tu podpisać - wskazał długopisem wykropkowane miejsce na dole strony. Brodacz zaczął czytać dokument. Dyrektor okazał anielską cierpliwość przyglądając się mu z miną pokerzysty. Gabriel znał ten wyraz twarzy, często sam go przybierał podczas rozmów z wyjątkowo dociekliwymi klientami. Chłopak zerknął na to co leżało przed nim. Arkusz był odwrócony "do góry nogami" i Gabriel z trudem odczytał słowa sekretarz na jednym dokumencie i za porozumieniem stron na drugim. Whiteman podsunął mu je i zapytał:
   
- Czy zmienił pan zdanie, co do mojej propozycji, panie Jałowski?      
   
- Nie zmieniłem.
      
- Wobec tego, będę się musiał z panem pożegnać. Proszę, przygotowałem panu inny wybór. 
      
- Zwolnienie? - zapytał Gabriel, zanim zdążył ugryźć się w język. Wunsch oderwał się od studiowania swojej umowy i zaczął z zainteresowaniem przysłuchiwać się rozmowie.
      
- Tak, w praktyce nie pracuje już pan tutaj, ale teoretycznie potrzebuję jeszcze podpisu.
      
Chłopak spojrzał na dyrektora z wyuczonym opanowaniem. Whiteman miał lodowo niebieskie oczy, nic nie dało się z nich wyczytać. Wziął długopis w dłoń i pochylił się by złożyć podpis, ale dyrektor odezwał się:
      
- Nie tak pochopnie - odsunął od Gabriela dokumenty i zwrócił się do Wunscha - Od jutra może pan zaczynać. 
      
- Jeszcze nie podpisałem.
      
- Więc na co pan czeka? Jutro od siódmej, proszę zgłosić się do Flory East, ona wszystko panu wyjaśni. 
   
Mężczyzna zawahał się, patrząc na dokument i stronę, której nie skończył czytać. Jednak wzrok Whitemana nie pozostawiał złudzeń, powinien w tym momencie złożyć podpis. Tak też zrobił. Pożegnał się i wyszedł z gabinetu. Na krótką chwilę zapadła cisza. Gabriel miał wrażenie, że słyszy każde ze swoich trzech mrugnięć. Postanowił przerwać milczenie.
   
- Też chciałbym już pójść, więc jeśli...
   
- Mam coś przeciwko - szef przesunął w kierunku chłopaka dwa dokumenty i położył przed nim długopis z logo banku. - Proszę o jeden podpis i pożegnamy się na dzisiaj. 
      
- Na dzisiaj? 
   
- Zwolnienie ma specjalny warunek. Ale awans wciąż jest aktualny.
   
- A jeśli znajdę trzecią opcję? - Gabriel uśmiechnął się i odsunął od biurka dotykając plecami niewygodnego oparcia.
   
- Jeśli istnieje trzecie wyjście to znam je tylko ja - zapewnił Whiteman. Głos mu zadrżał, kiedy wypowiedział ostatnie słowo. Brunet odniósł wrażenie, że szef próbuje się kontrolować, ale kiepsko mu to wychodzi. Poruszył się, bo oparcie dawało mu się we znaki. Wrócił do poprzedniej pozycji. Położył dłonie na blacie biurka i zaczął bawić się długopisem.
   
- Bo jest pan Jamesem Bondem i Strażnikiem Teksasu? A właściwie to po co zaprosił pan Wunscha?
   
- Może powinniśmy przejść na ty? - dyrektorowi zmienił się wyraz twarzy. Wyglądał jakby chciał udobruchać Gabriela.
   
- W porządku. Jestem Gabriel, w skrócie Gabi - chłopak odłożył długopis. Facet coraz bardziej działał mu na nerwy.
   
- Christian. Nie uważam, żeby powinien cię interesować powód dla jakiego chciałem rozmawiać z twoim zastępcą - powiedział dyrektor lodowatym tonem kładąc nacisk na ostatnie dwa słowa. - Masz wybór i myślę, że podejmiesz właściwą decyzję. - Whiteman na powrót stał się profesjonalnie poważnym biznesmanem. Chłopak uniósł jedną brew.
   
- Nie mam żadnego wyboru. I tak, i tak musiałbym z tobą współpracować. - wstał szurając metalowym krzesłem po płytkach na podłodze.
   
- Możesz stąd wyjść i zostaniesz zwolniony dyscyplinarnie. Dostaniesz wilczy bilet i niezbyt kolorową przyszłość - dyrektor założył nogę na nogę, ukazując idealnie wypastowane, czarne buty. Nonszalancja Whitemana zaczynała drażnić Gabriela. Obrzucił go złym spojrzeniem nie starając się kryć swojej niechęci.
   
- Po prostu to zakończy, szefie. Jesteś tak leniwy czy nieudolny, że nie potrafisz znaleźć nikogo na moje miejsce? 
   
- Nie trafiłeś, Sherlocku. Tracę czas rozmawiając z tobą.
   
- No tak, bo najlepiej to strzelić... znaczy, nie chcesz ze mną gadać, to spadam. Więcej mnie nie będziesz musiał oglądać. - chłopak wstał i ruszył do drzwi. Położył dłoń na klamce i zawahał się przez ułamek sekundy. Pewnie gdyby się odwrócił, zobaczyłby malujący się na twarzy Whitemana irytujący uśmieszek.
   
- Gabriel, proszę - usłyszał za plecami. Odwrócił się. Dyrektor wstał i stanął z drugiej strony biurka. Brunet spojrzał na otwarte drzwi i poczuł, że musi temu manipulantowi powiedzieć coś ważnego.
   
- Wiesz gdzie to mam?
   
- Ostro. Unosisz się honorem, tak? Wiesz gdzie ja go mam? 
   
- Nie chcę wiedzieć. Zwolniłeś mnie, nie wystarczy ci to? - Gabriel trzasnął drzwiami, bo w przeciwnym razie zrobiłby to samo z głową szefa. Podszedł do niego. Grymas na twarzy Whitemana irytował go coraz bardziej.
   
- Nie zwolniłem. Ale będzie bolało jak to zrobię, Polaku. Twoja reputacja ucierpi tak bardzo, że wrócisz w podskokach do swojego kraju. 
   
Gabriel zacisnął pięści. Facet coraz bardziej działał mu na nerwy.
   
- Dobra, co masz w zamian za bycie twoim podnóżkiem? - powiedział opanowując się i podnosząc głowę, by spojrzeć w niebieskie oczy szefa. Dyrektor wciągnął powietrze, ale nie cofnął się. Gabriel pomyślał, że albo mu się tylko zdawało, albo przez twarz Whitemana przeszedł cień ulgi.
   
- Proponujesz mi deal? Ha, ha. Będziesz miał kasę, samochód, telefon, komputer. Czego jeszcze chcesz? - powiedział, a chłopaka owionął miętowy oddech. Przez głowę przebiegła mu szalona myśl, że mógł zażądać czego tylko chciał. Odrzucił ją szybko. Sięgnął po leżący na biurku dokument i podpisał. Nie patrząc już na szefa, wyszedł. Dlaczego ten facet tak cholernie go drażnił? Postanowił pójść na shake'a.
   
Kiedy już stał przed nim koktajl o smaku truskawkowym, do opustoszałego o tej porze bufetu weszła Flora i zamówiła mocną kawę.
   
- Jakiś święty Mikołaj ma cię zastąpić. Przez pół godziny tłumaczyłam mu, czym się różni niszczarka od drukarki. 
   
Gabriel przypomniał sobie ich pierwsze spotkanie. Poznali się w klubie, dziewczyna świetnie tańczyła. On opowiadał jej polskie żarty i do tej pory nie wiedział czy śmiała się szczerze czy z grzeczności. Za to od początku wyczuł, że liczyła na coś więcej, ale była dla niego tylko przyjaciółką.
   
- Hej, słuchasz mnie? Coś się stało? - dotarł do niego jej głos. Pokręcił głową po chwili. Bo czy coś ważnego się wydarzyło?
   
- Szefuńcio mnie przekonał. I wkurzył - oznajmił i opowiedział o swojej wizycie w gabinecie Whitemana. Wysłuchała go, jak zwykle, z uwagą.
   
- Za bardzo to bierzesz do siebie. Wyluzuj się. Andie ma dzisiaj urodziny. Idziesz ze mną na imprezę? - zaproponowała, dopijając kawę.
   
- Chyba nie mogę odmówić - uśmiechnął się na myśl o odreagowaniu po rozmowie z Whitemanem.